wtorek, 16 lutego 2016

Prolog

Nie pamiętam…
Nie pamiętam dnia ani godziny, kiedy to wszystko się zaczęło. Nie pamiętam nawet słów admirała, które pchnęły nas do walki. Wszystko to zostało jak w starej książce, zapisane na pomiętych, pożółkłych kartkach papieru.
Klęczę nad ciałem żołnierza, wciąż uciskając jego ranę, mimo że od kilku minut już nie żył. Moje ręce drżą, po twarzy ścieka mi brudna osoka. Mam ochotę zapłakać, ale ból w klatce piersiowej powstrzymuje mnie niemal natychmiast.
Boję się…
Boję się, że zaraz stracę jeszcze więcej niż już straciłam. Moja psychika nie jest już w stanie unieść ani odrobiny cierpienia, czuję jak sufit nad moją głową osuwa się coraz szybciej, a rozpacz trzyma mnie uporczywie za gardło, ciągnąc w swoją stronę.
Krzyczą coś, ktoś łapie moje ramię, szarpiąc nim we wszystkie strony, ale nie czuję nawet ucisku czyjejś dłoni. Dźwięki są przytłumione, obraz jakby puszczony z taśmy wideo w zwolnionym tempie.
Straciłam tak wiele w przeciągu kilku godzin, kilku dni. Wojna zabrała mi niemalże wszystko, innym zabrała jeszcze więcej. Czym zawinili ci bezbronni, skorzy do pomocy ludzie? Czym zawiniły inne inteligentne rasy? W czeluściach mroku, który spłynął na cały wszechświat, odnaleźli tylko śmierć.
Nie mogę…
Nie mogę się poddać, nie jestem też w stanie wstać z klęczek, mimo że ktoś wciąż próbuje mnie z nich podnieść. Tak bardzo chcę płakać, ale nie mam żadnych łez. Zabrali mi wszystko. Próbuję wziąć głęboki wdech, jednak płuca jakby rozrywały się i wyję z bólu. Ale wbrew pozorom nie z bólu fizycznego. To wrzask. Wrzask rozpaczy, gniewu i bezradności.
Nigdy nie miałam być żołnierzem. Los nie powinien postawić mnie w tej beznadziejnej sytuacji. Byłam za słaba na wojnę, za słaba na falę emocji przy utracie osób, które znałam, które były mi bliskie, które dały mi więcej niż mogłam oczekiwać.
Muszę…
Muszę wziąć się w garść i stanąć na nogi. Cokolwiek właśnie się dzieje nad moją głową czy za moimi plecami nie ma większego znaczenia, bo patrzenie w martwe już spojrzenie osoby, która zawsze była ze mną w trudnych chwilach, nawet jeśli o tym nie wiedziała, odbiera mi resztkę sił. Wiem, że nie mogę stchórzyć, ale w momencie utraty kogoś ci bliskiego, rozpacz zawiązuje oczy. Mimo że bardzo chcesz, nie jesteś w stanie zrobić nic, by przestać.
– Shepard!
Przytłumione dźwięki, głuche nawoływania, znienawidzone buczenie tak trudne do opisania, a tak bardzo przerażające. Wpatruję się w te martwe oczy z nadzieją, że zrozumiem. Kładę powoli głowę na jego nieruchomej klatce piersiowej i dopiero wtedy zaczynam płakać. Unoszę prawą rękę i przykładam dłoń do jeszcze ciepłego policzka i delikatnie muskam skórę opuszkami palców, jakby nie chcąc wybudzić go ze snu. Mimowolnie uśmiecham się do siebie, ale łzy zmywają ów uśmiech z twarzy jeszcze szybciej niż się pojawił. Zanoszę się płaczem, niemalże krztusząc. Ktoś szarpie mnie za ramiona, ale rzucam się, krzyczę, gryząc ręce, które próbują mnie odciągnąć. Gdy nie wytrzymuję natarcia, czarny smog otacza moje ciało i z wielką siłą odpycha wszystkich wokół, rzucając ich na ziemię. Wiem, że teraz jest coś ważniejszego od opłakiwania tych, którzy odeszli, ale nikt nie zmusi mnie, bym go opuściła.
– Komandor Shepard!
Udaję, że nie słyszę, a czarny smog wciąż otacza moje ciało wyglądając jak kary ogień i tańcząc do swojej piosenki. Tylko to ponure buczenie i czerwony blask światła zwraca moją uwagę. Wytężam wzrok i wpatruję się w otępieniu, czekam. Dźwięk się zmienia, krwista czerwień oślepia mnie na parę chwil, zaraz potem znika. Zabiera wraz ze sobą całą elektryczność i wszystko zatapia się w głębi mroku. Grunt pod nogami zaczyna powolutku drżeć. W ciemności widzę jego uśmiechniętą twarz i słyszę ciche słowa: spraw, by złe imię zostało oczyszczone.
– CARMEN!
Słyszę przeszywający krzyk w mroku i gdy odwracam głowę, widzę blask ostrza. Mechaniczny dźwięk przeszywa moje uszy. Nie wiem, co się zaraz stanie, ale nie chcę, by ktokolwiek znowu zginął z mojego powodu. Już dość.
Nastaje światłość, spoglądam na czerwone oko, które właśnie się otworzyło i wiem, że za sekundę mój świat się skończy. Moje kredki upadną na podłogę i już nie będę w stanie dokończyć swojej bajki. Zamykam więc oczy w nadziei, że ból będzie szybki. Gdy strumień wypala, czarny smog wchłania się w moje ciało, pozwalając mi umrzeć.
 Chciałabym móc cofnąć czas i zacząć od początku.



Ale w ogóle, to jak to się zaczęło?

6 komentarzy:

  1. Yeah HOW did this all start?

    Wodziłaś mnie za nos, co? Czy może będzie scena z kościółka? Czy może wpadłaś na coś zupełnie innego? Tyle niewiadomych i pewnie miesiące czekania, bo pewnikiem coś ci wypadnie, huh?

    As for the content itself, well, been always wondering what really happened on Akuze.. guess now I know :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, nic się nie zmieniło. Znaczy... tylko trochę, ale wszystko w swoim czasie :)

      You'll love it girl!

      Usuń
  2. Boże ten szablon! Po prostu boski! Prolog mnie zaciekawił. Będę wpadać często!
    Przy okazji zapraszam na moje blogi o zupełnie innej tematyce, bo SasuSaku.
    Pozdrawiam, weny i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę się nad nim pracowało, ale widać, że udało mi się kogoś nim zaczarować, więc sukces :) Dziękuję!
      Na blogi wpadnę, bo sama piszę opowiadania o SasuSaku :D

      Usuń
  3. Ach, Nobie... w takich klimatach chyba lubię Cię najbardziej ♥

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy